Ostatnimi czasy stało się u nas w domu tradycją, że co niedzielę śmigamy sobie na boisko i gramy w nogę. Nikogo nie powinno to dziwić w końcu większość moich współlokatorów to Brazylijczycy. Ale w zeszłą niedzielę postanowiliśmy zrobić jeszcze sobie grilla, jako że jeden z naszych Brazylijczyków miał urodziny. Do boicha mamy może jakieś 5 minutek piechotką także zapowiadało się na przyjemny spacer... ale co tu dużo mówić - jakieś 300 metrów po wyjściu z domu zacząłem się topić. Zwyczajnie dla mnie tak wysokie temperatury to jest lekki przesadzym. Nawet Brazylieros, którzy przyzwyczajeni są przecież do tak wysokich temperatur zaczęli narzekać na gorąco. Ale grać trzeba - to przecież religia u nich :) Boisko jest trawiaste, nie ma żadnych bramek bo przy okazji jest to boisko do krykieta, baseballu i jeszcze miliarda innych sportów. Bramki zrobiło się z plecaków, podzieliło się na 2 drużyny ( a było co dzielić - było nas 10 chłopa) i po chwili bez żadnych butów rozpoczęliśmy mecz. Gra się super, a Brazylieros naprawdę potrafią grać. Nie wszyscy co prawda, dzięki czemu mogłem powymieniać kilka piłek i nie byłem najgorszy na boisku :) W miedzy czasie w pobliskim parku jakaś rodzinka robiła super słodkie urodziny swojemu dzieciakowi - super baloniki i takie pierdoły. Widzieli, że latamy po tym boisku i zauważyli, że powoli robimy się zmęczeni - zwłaszcza, że słoneczko naprawdę naparzało. I tu ciekawa sprawa - w Polsce właściwie nie spotykana - rodzinka przyszła do nas, żebyśmy chwilę odpoczęli, dali nam ciastka, a my odśpiewaliśmy dzieciakowi 100 lat po brazylijsku - no dobra ja nie śpiewałem :p
W każdym razie pytali skąd jesteśmy i co robimy i takie tam.
Po meczu (moja drużyna przegrała) poszliśmy wydymani do domu wrzucić się pod zimny prych. Kiedy wszyscy się ogarnęli poszliśmy do markietu kupiliśmy 3 zgrzewki browaru, kupę mięcha, węgiel i zaczęło się wielkie grillowanie. Jako, że byłem jedyny Polak zaraz zaproponowano mi się skombinowaną gdzieś ruską wódkę (nie omieszkałem podkreślić, że Polska wódka jest miliard razy lepsza). Ale nie tylko - Brazylijczycy zrobili mi Caipirinha'e - drink z cytryną, ichniejszym alkoholem kashasą i cukrem.... M I O D Z I O ! I do tego wszystkiego oczywiście browarek i mięsko. Wszystko byłoby oko gdyby nie to, że było tak kuresko gorąco.
W każdym razie posiadówa skończyła się dopiero koło 12 i niektórzy najtwardsi Brazylieros poszli żygać... LAME :D
męcz się teraz z tym upałem dziadu! u nas przyjemny mrozik, lekko na minusie
OdpowiedzUsuńAdam powiem jedno Z A Z D R O S Z C Z E:) może trochę mniej upału:P ale piłeczka:) na plecaki mioodzio
OdpowiedzUsuń