Szalone kilka ostatnich dni.
Do mojego domu wprowadził się ziomek z Polski. Jako mój rodak przywitał się odpowiednio ( 0.7). Koło godziny 17 w niedzielę byliśmy już porobieni. Zamiast zostać grzecznie w domu postanowiliśmy ruszyć się do miasta na bilarda i jakieś piwko. Zadzwoniłem do kilku znajomych i ustawiliśmy się w shark hotel na liverpool st. Po kilku piwkach nikt nie chciał kończyć imprezy. No to wiadomka - zrzuta na krate browarów i idziemy w plener. ''Plener'' w Sydney zazwyczaj oznacza chlanie w parku. Mając już nieźle w czubie rozsiedliśmy się na ławce w Hyde Parku przy fontannie. Kulturka. Z tym, że po jakimś czasie zaczęło nam odpierdzielać i skończyło się kąpielą w fontannie. Nago. Uczciwie muszę przyznać, że osobiście się nie kąpałem bo nie za bardzo byłem żywy. Chwile po kąpieli dołączył do nas Australijczyk, który własnie uciekł ze szpitala psychiatrycznego... serio! Wymknął się, żeby napić się piwa i zajarać szluga :D
Koło 2 albo 3 alkohol się skończył i ruszyliśmy na miejscówe do spania. Spaliśmy u znajomka na chacie, którą dzieli z innymi zagranicznymi studentami, a właściwie powinienem powiedzieć studentkami. Głównie z Fracji.
Wyobraźcie sobie ich zdziwienie kiedy nad ranem zobaczyły mnie - 100 kilogramowego wieloryba, raczej nie ogolonego i ciągle pijanego śpiącego na ich kanapie o 6 rano w poniedziałek
A w poniedziałek - na 8 rano mam do szkoły i akurat tego dnia musiałem w niej być. Więc wstałem, ubrałem buty powiedziałem ładnie ''bye'' do moich nowych ''koleżanek'' i pobiegłem na autobus, żeby coś się ogarnąć i jeszcze ruszyć się na uczelnię
Szkoła była straszna.
heh, studentki to były głównie z Brazylii, w tym jedna z Francji, ale niechże będzie. Do tej pory ponoć są w szoku... Rodzina nie wierzy, znajomi nie wierzą, same zresztą już chyba nie wierzą w to co wtedy widziały. Sezon na wieloryby już dawno się skończył przecie ;)
OdpowiedzUsuńpozdr
monia