Przeglądając to co do tej pory wrzuciłem na bloga stwierdziłem, że nie za dużo napisałem Wam o samym Sydney.
Ani Sydney ani Melbourne nie jest stolicą Australii - to tak tytułem wstępu.
Ale trzeba przyznać, ze Sydney jest najludniejszym miejscem w Australii z populacją około 5 milionów - co 4 mieszkaniec kontynentu Australijskiego mieszka w tym mieście.
I choć większości ludziom Sydney jawi się jako tropikalne miejsce to nie do końca tak jest. Oczywiście, że latem jest gorąco, ale na przykład na północy w tak zwanym Gold Coast w stanie Queensland ( tam gdzie teraz te powodzie) to są prawdziwe tropiki. Tutaj ludzie generalnie przyjeżdżają za pracą - Sydney to bezapelacyjnie finansowa stolica Australii, o miano kulturalnej bije się Melbourne ( i Australian Open i Formuła 1 są w Melbourne).
Centrum miasta wygląda jak typowe Amerykańskie duże miasto - proste ulice, wielkie banery reklamowe. Ale jest kilka znaczących różnic - większość ludzi, których spotkać można w ścisłym centrum to Azjaci! 80% mijanych typów nie jest Australijczykami, przez to na ulicach można usłyszeć niemal każdy język Azji, ale żeby usłyszeć angielski to trzeba nieźle wytężać słuch. Co innego na przedmieściach - tam dominują biali - z tego względu, że marzeniem każdego Australijczyka jest mieszkanie w domu z ogródkiem, podczas gdy Azjaci zazwyczaj tłoczą się w mieszkaniach po kilkanaście osób w okolicach centrum miasta.
Z powodu ilości tych domków Sydney jest niezwykle rozległe - można 1,5 godziny jechać pociągiem i dalej znajdować się w obrębie miasta.
Jako, że kraj jest młody to i miasta są nowoczesne - w Sydney nie stoi się za dużo w korkach, a na pewno mniej niż w moim ukochanym Wrocławiu, zwłaszcza jak trzeba się w godzinach szczytu przebić z Psiaka do Centrum. Kolej miejska jest szybka, i gdyby tylko władze Stanu zgodziły by się na przyznanie studentom zagranicznym zniżek na komunikację miejską, była by również tania.
Oczywiście najczęściej odwiedzanym miejscem jest Centrum z dzielnicą The Rocks - najstarszy region miasta ( patrzcie! ten budynek ma AŻ 150 lat! ) z mnóstwem trochę bardziej ekskluzywnych knajpek, ale i da radę znaleźć coś na bardziej studencką kieszeń.
W The Rocks znajduje się również przystań promów - Circular Quay. To stąd kursują promy po zatoce. Co ciekawe promy są jednymi z najchętniej wybieranych środków transportu i kupując bilet ''na wszystkie linie'' można na nim pływać promami.
Muszę przyznać, że nie byłem jeszcze w każdej dzielnicy Sydney, ale też nie wszędzie jest po co jechać.
Najbardziej imprezowym miejscem w Sydney jest oczywiście King's Cross i Oxford St. To tu odbywa się nocne życie miasta, jest to też miejsce spotkań gejów. Jak się w nocy przejdzie po Kings Cross to niemożliwym jest nie zobaczenie gejowskiej pary. Jest to też miejsce najczęściej patrolowane przez policję - kiedyś King's Cross było jeszcze bardziej dzikie, wręcz speluńskie - dziś trochę się podobno ucywilizowało.
A propos policji - jest jej zaskakująco mało, nie widzi się dużo policji. Ale jak chodzą to tych ''niepewnych'' rejonach to chodzą z pieskami, które wyczuwają ganje. Na szczęście posiadanie marihuany w tym kraju nie jest poważnym wykroczeniem i jeżeli znajdą przy Tobie torebkę to zazwyczaj spiszą (albo i nie) zabiorą gandzię i puszczą wolno. Kłopot zaczyna się dopiero po 3 zatrzymaniu.
Generalnie w samym centrum, ale także na przedmieściach jest dużo zieleni, parków i boisk do różnych rodzajów sportów.
Zapomniałem o czymś?
"Ani Sydney ani Melbourne nie jest stolicą Australii - to tak tytułem wstępu."
OdpowiedzUsuńOczywiście, stolicą jest Wiedeń ;)
brawo, wygrał Pan snickersa w naszym konkursie !
OdpowiedzUsuń